• piątek, 16 wrzesień 2011 12:33

Muzykalny jak Elvis Presley

Ten artysta ma prawdziwie rock and rollową duszę
Ten artysta ma prawdziwie rock and rollową duszę Ten artysta ma prawdziwie rock and rollową duszę © © archiwum

Dostałam kiedyś list: „Szanowna Pani Mario, nie mam pojęcia, dlaczego mnie pani tak nie lubi, przecież ja, tak jak pani, mam duszę prawdziwego rock and rollowa… Z poważaniem, Krzysztof Krawczyk”. Zdziwiłam się, bo zarówno w radiu, jak i w telewizji nadawałam piosenki Krawczyka.

Masz zdjęia lub film do tego artykułu?   Wyślij je do nas!

Typography
  • Small
Udostępnij to

Nie dało się inaczej, nawet gdybym ich rzeczywiście nie lubiła. Krzysztof był wtedy w uderzeniu. Przywiózł z zagranicy nową żonę – Ewę, która dodawała mu skrzydeł. Lansował przebój za przebojem. W plebiscycie radiowym na piosenkę 1986 roku hit „Ostatni raz zatańczysz ze mną”, zajął drugie miejsce, tygodnik Panorama uznał go Piosenkarzem 1985 roku. W radiu wyprawialiśmy mu antenowe czterdzieste urodziny. Piosenki: „Pamiętam ciebie z tamtych lat” czy „Jak minął dzień” chwaliłam wielokrotnie. A on tu mi pisze, że go nie lubię. Ciekawa jestem, Krzysiu, czy to pamiętasz? Nie ma takiego artysty, który byłby zadowolony ze swojej obecności na antenach. Krzysiek nie okazał się wyjątkiem. Ale nie ma też tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo po tym liście jakoś się zaprzyjaźniliśmy. Pomogła szczera rozmowa i… Elvis Presley. Oboje jesteśmy jego wielkimi fanami. Ja napisałam o nim książkę, Krzysztof śpiewa jego. Czasami ktoś go nazywa „polskim Presleyem”, ale tego nie lubię, uważam, że Krawczyk jest zawsze sobą. Kiedy w 1988 roku miał poważny wypadek samochodowy – fiat 125 p został skasowany, a Krzysztof, jego żona i syn cudem uniknęli śmierci – telefony w radiu i telewizji urywały się. Słuchacze i widzowie żądali od nas gwarancji, że Krzysztof wróci na estradę. Kiedy rozmawiałam z Goranem Bregoviciem po wydaniu ich wspólnej płyty „Daj mi drugie życie” (2001), powiedział mi, że spośród wielu polskich wokalistów, których słuchał bardzo uważnie, wybrał Krawczyka dlatego, że ma on niesamowitą lekkość śpiewania, jest muzykalny jak Elvis i jest dojrzałym mężczyzną po przejściach. Płyta rzeczywiście dała Krzysztofowi „drugie życie”. I Trzecie i czwarte. Cały czas nam śpiewa i mam nadzieję, że jeszcze długo będzie śpiewał, bo przecież – „Życie jak wino”, a Krzysztof 8 września skończył – dopiero! – 65 lat i ma rock and rollową duszę. Wszystkiego najlepszego!

Felieton Marii Szabłowskiej

Publikacja:
Sebastian Kalak
Podoba Ci się?
Oceń ten artykuł
(0 głosów)